Column

Wojna w F1: czy Mohammed Ben Sulayem przegrał swoją rękę?

Wojna w F1: czy Mohammed Ben Sulayem przegrał swoją rękę?

24 stycznia - 18:33
0 Komentarze

GPblog.com

Napięcie między Formułą 1 a FIA wciąż rośnie. Wraz z listem Formuły 1 i właściciela Liberty Media skierowanym do międzynarodowej federacji sportów motorowych, zawierającym twarde jak skała wyrzuty, wydaje się, że między stronami trwa mała wojna. Jak to się stało, że sprawa zaszła tak daleko?

Dokładnie jeden dzień temu, ta strona napisała, że prezydent FIA Mohammed Ben Sulayem bez wątpienia przemyślał sprawy przed wysłaniem serii kontrowersyjnych tweetów wskazujących, że Formuła 1 jest na sprzedaż. Rzeczywiście, tweety Ben Sulayema były odpowiedzią na rzekomą ofertę kupna Formuły 1 przez Arabię Saudyjską za pośrednictwem państwowego funduszu majątkowego. Między wierszami było jasne, że F1 nie zmieni właściciela za nic, ale sprzedaż nie została wykluczona. Przynajmniej tak Ben Sulayem zdawał się chcieć powiedzieć.


Zachowanie spokoju

Niecałe 24 godziny później okazało się, że Ben Sulayem nie przemyślał sprawy tak dobrze, zanim wszedł na media społecznościowe. Rzeczywiście, Formuła 1 i Liberty Media wydają się wściekłe z powodu tweetów szefa FIA. Oficjalny list został nawet wysłany do FIA - list, który oczywiście przeciekł do mediów na wszystkich stronach - w którym Formuła 1 wyraźnie stwierdza, że federacja sportów motorowych powinna trzymać gębę na kłódkę we wszystkich sprawach komercyjnych dotyczących najwyższej klasy wyścigowej na świecie.

Ton listu jest wręcz wybuchowy, co pokazuje jak bardzo zaburzone są obecnie relacje między stronami. W centrum wszystkich kontrowersji znajduje się Mohammed Ben Sulayem. Emiratczyk - w przeciwieństwie do swojego ukochanego poprzednika Jeana Todta - jest osobą, która lubi wyrażać swoje opinie, najlepiej za pośrednictwem Twittera. Kilka tygodni temu wywołał poruszenie, ogłaszając, że Formuła 1 otwiera drzwi dla nowych zespołów.

Doprowadziło to do ogromnego oburzenia w padoku, choć nikt nie mówił o tym głośno. Rzeczywiście, konsensus wśród zespołów F1 był dokładnie taki (z wyjątkiem Alpine), że dziesięć ekip w tej chwili wystarczy, a wtedy najważniejszy pionek w FIA wysyła w świat zupełnie inny komunikat.


Z Andretti kolejne kontrowersje

Zaraz po tweetach Ben Sulayema jedna strona po drugiej ogłaszała, że bardzo chce dołączyć do Formuły 1, a najbardziej widocznym kandydatem był Michael Andretti. Amerykanin odebrał słowa szefa FIA jako potwierdzenie, że już niedługo może stanąć na starcie razem ze swoimi ludźmi. Niedługo potem Andretti przedstawił nawet General Motors (z marką Cadillac) jako nowego partnera i zdaniem właściciela zespołu, Formuła 1 naprawdę nie mogła go z tego powodu zignorować. Ze strony zespołów pozostawała praktycznie cicha, poza sporadycznym ostrożnie pozytywnym przekazem np. od Toto Wolffa czy Zaka Browna.

Zespoły F1 były więc zaskoczone, gdy Ben Sulayem dał upust swojemu oburzeniu na Twitterze w związku z negatywnym przyjęciem, jakie Andretti i Cadillac rzekomo otrzymali od zespołów. Zespoły po raz kolejny nie zareagowały w mediach na słowa prezydenta FIA, choć w środku aż się gotowały. Nie Ben Sulayem, ale dotyczyły one polityki dostępu do gridu F1. Co więcej, zespoły dostrzegły również, że General Motors nie jest skutecznie niczym więcej niż sponsorem, a nie producentem, który chce przenieść sport na wyższy poziom.


Skończyło się na Sulayemie

Po ostatniej serii tweetów, Formuła 1 wydaje się być na jakiś czas skończona z Ben Sulayemem. Bez ogródek powiedziano mu, aby przestał wtrącać się w sprawy, które go nie dotyczą. Na przykład zespoły były również zirytowane tym, jak Ben Sulayem początkowo nie chciał się zgodzić na więcej wyścigów sprinterskich. Krótko mówiąc, Arab w ciągu 12-plus miesięcy swojej kadencji wykazał się łatwą irytacją. Istnieje więc realna szansa, że napięcia w padoku znów osiągną temperaturę wrzenia. To będzie niewątpliwie ciekawy sezon. Nie tylko na torze, ale z pewnością także poza nim.

Odtwarzacz filmów

Więcej filmów