Column

Max Verstappen o wirtualnym Le Mans: To jest porażka

Max Verstappen o wirtualnym Le Mans: "To jest porażka"

15 stycznia - 20:04 Ostatnia aktualizacja: 20:09
0 Komentarze

GPblog.com

Odkąd Max Verstappen stał się uznanym nazwiskiem w Formule 1, ustawiają się po niego sponsorzy. Dokładne kwoty pozostają oczywiście tajemnicą, ale opiewają na wiele milionów. Dlaczego? Bycie kojarzonym jako firma z jednym z najpopularniejszych sportowców na świecie może dać Twojej marce ogromny impuls. Możliwa jest również sytuacja odwrotna. Organizatorzy wirtualnego 24 Hours of Le Mans mogą tego doświadczyć w niedalekiej przyszłości.

Pod koniec ubiegłego wieku w Holandii w sprzedaży było piwo Buckler. Było to piwo bezalkoholowe, którego nienawidził bardzo popularny artysta kabaretowy Youp van't Hek. Podczas jednego ze swoich przedstawień teatralnych raz po raz uderzał w Bucklera, wywołując salwy śmiechu wśród publiczności. Van't Hek nie zdawał sobie sprawy z wpływu swoich żartów. Publiczność poszła do domu i już zdążyła sobie wyrobić zdanie, że Buckler jest rzeczywiście niesmaczny.

Poza rynkiem

Po kilku miesiącach - po tym, jak Van 't Hek odbył tournee po kraju, a jego program był pokazywany w telewizji - browar zauważył ogromny spadek sprzedaży. W końcu firma zdecydowała się wycofać Bucklera z rynku. Szkody wizerunkowe były zbyt duże, żadna kampania marketingowa nie mogła z tym konkurować.

Organizatorzy hucznie zapowiadanego, wirtualnego 24 Hours of Le Mans bez wątpienia nie znają marki Buckler. A jednak Francuzi powinni obawiać się podobnego uderzenia, po tym jak Max Verstappen werbalnie sponiewierał ich podczas burzliwego wyścigu. Wyścig symulacyjny był już dwukrotnie zmuszony do wstrzymania z powodu problemu z serwerem. Dla Verstappena ostatnią słomką było to, że gra po prostu wywróciła go i jego Team Redline, uniemożliwiając dobrą końcową klasyfikację dzięki problemom technicznym nie z winy kierowców.

Clown show

"To jest żart, nie można tego nawet nazwać wydarzeniem. Co za clown show" - powiedział Verstappen przed swoją kamerą internetową. "Mam większe szanse na wygraną, jeśli pójdę do kasyna w Las Vegas". Następnie obiecał, że nigdy więcej nie weźmie udziału w tym wydarzeniu. Jeśli znów się pojawi, przynajmniej. Rzeczywiście, problemy były tak duże, że szanujący się kierowcy bez wątpienia zastanowią się trzy razy, zanim zapiszą się na kolejną edycję.

W końcu jaki jest sens spędzania miesięcy na treningach do wyścigu, którego organizatorzy nie mogą zagwarantować nawet 24-godzinnego uczestnictwa? Z drugiej strony, gdy mistrz świata Formuły 1, najważniejszej klasy wyścigowej na świecie, wyraża swoje całkowite obrzydzenie do organizacji, to nie jest to dobra reklama.

Jest kilka platform, na których rozgrywane są takie simowe wyścigi. Podobno - bo tak przynajmniej można było przeczytać w komentarzach w sieci - platforma, na której rozgrywano 24-godzinny Le Mans, nie była znana z niezawodności. Innymi słowy: Problemów należało się spodziewać. Z pewnością przy tej wiedzy u organizatorów powinny były zadziałać dzwonki alarmowe. Ale nie, nie dokonali oni wcześniej żadnych korekt. Możliwe, że teraz jest już za późno i 24 Godziny Le Mans to nowy Buckler.

Odtwarzacz filmów

Więcej filmów