Column

Czy nowy kontrakt Tsunoda świadczy o tym, że program Red Bulla jest pozbawiony sensu?

Czy nowy kontrakt Tsunoda świadczy o tym, że program Red Bulla jest pozbawiony sensu?

22 września - 17:58
0 Komentarze

GPblog.com

Yuki Tsunoda to prawdziwa postać. Każdy, kto widzi japońskiego kierowcę spacerującego po padoku, mającego zaledwie 1,59 metra wzrostu, szybko charakteryzuje go jako nieśmiałego, małego człowieka. Ale gdy tylko Yuki wsiądzie do swojego samochodu i znajdzie coś, co mu się nie podoba, otwiera usta i zaczyna przeklinać. Terapie mające na celu kontrolowanie jego temperamentu przyniosły w ostatnich latach pewne efekty, ale Yuki pozostaje Yuki.

Helmut Marko - wielki człowiek stojący za programem Red Bulla - umieścił Tsunodę w AlphaTauri na początku ubiegłego sezonu. Po części po to, by zadowolić dostawcę silników - Hondę, ale także w przekonaniu, że Tsunoda ma szybkość, która może stać się czynnikiem liczącym się w Formule 1. Po prawie dwóch sezonach należy dokonać podsumowania. Czy Tsunodzie udało się spełnić oczekiwania? Niestety, odpowiedź musi brzmieć: Nie.

Pamiętny?

Jasne, japoński kierowca zdołał zgromadzić 43 punkty w 38 Grands Prix. Ale czy jest jeden wyścig Tsunody, który można nazwać pamiętnym? Taki, w którym zadziwił cały padok F1? Abu Dhabi 2021 może być blisko, choć przeciętny fan wyścigów będzie wtedy zajęty zupełnie innymi rzeczami. Poza tym tyrady Tsunody w większości trzymają się kupy.

Mimo to AlphaTauri zdecydowało się pozwolić Tsunodzie startować także w trzecim sezonie, ogłosił zespół. W przeszłości kierowca, który pokazał, że nie ma potencjału, by awansować do wielkiego Red Bull Racing, już dawno by odpadł, ale Tsunoda dostanie drugą szansę. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: nie ma nikogo innego dostępnego.

Utalentowani, ale nie najlepsi (jeszcze)

W tak chwalonym przez Red Bulla programie szkoleniowym Ayumu Iwassa, Dennis Hauger i Jehad Daruvala są przyzwoitymi kierowcami z kilkoma pozytywnymi wyróżnikami w Formule 2, ale w tym sezonie nie są strukturalnie w czołówce. Utalentowani? Zdecydowanie. Potencjalnie najlepsi kierowcy w Formule 1? Nie w tej chwili.

Na pierwszy rzut oka, Liam Lawson - również ścigający się w F2 - jest najdalej w rozwoju. W zeszłym sezonie zajął nawet drugie miejsce w cenionych mistrzostwach DTM, a jego kolegą z zespołu był Alexander Albon (obecnie Williams). Lawson miał też okazję poprowadzić pierwszy trening wolny w Spa w tym sezonie dla AlphaTauri. Jednak jego nazwisko ledwie pada, gdy mówi się o następcy innego kierowcy AlphaTauri, Pierre'a Gasly'ego, który ma przejść do Alpine.

Bez odwagi

Prawdopodobnie AlphaTauri nie odważy się rozpocząć sezonu z nieprzewidywalnym Tsunodą i debiutantem, który ledwie przejechał kilometry w samochodzie Formuły 1. Zainteresowanie Nyckiem de Vriesem ma więc sens, mimo że Holender zadebiutował w Grand Prix zaledwie dwa tygodnie temu. Dzięki pracy w testach dla Mercedesa, Williamsa i Astona Martina, De Vries ma bogate doświadczenie i - oprócz wyzywającego Tsunoda - dużo spokoju.

Faktem jest, że De Vries nie jest przywiązany do programu juniorskiego Red Bulla. Tak samo jak Sergio Perez dwa lata temu przyszedł spoza akademii, by zająć miejsce u boku Maxa Verstappena. Nie zrobił tego również Colton Herta, który początkowo był na zdjęciu, by dołączyć do AlphaTauri. Ale czy można winić Red Bulla za to, że w dzisiejszych czasach patrzy poza własne szeregi? Nie, teraz mamy do czynienia z nową rzeczywistością.

Naśladowanie przez inne zespoły

Sprawdzony program treningowy Red Bulla był w ostatnich latach naśladowany przez wszystkie inne zespoły w Formule 1. Podczas gdy Red Bull wydawał się mieć wyłączne prawo do wyławiania talentów, reszta padoku F1 również zaangażowała się w szkolenie kierowców. Czasami ten jeden genialny zawodnik jest w twojej stajni, innym razem nie. W tej chwili Red Bull (jak się wydaje) nie ma nowego Maxa w klasach juniorskich. Ale co nie jest, z pewnością może pojawić się ponownie.

Tsunoda nie będzie miał nic przeciwko temu, że w tej chwili nie ma żadnych postępów. Prawdopodobnie Nyck de Vries też nie. A fani Formuły 1? Mogą cieszyć się przeklinaniem Tsunody przez radio zespołu jeszcze przez co najmniej rok.

Ten artykuł ukazał się po raz pierwszy na holenderskiej edycji GPblog, a jego autorem jest Ludo van Denderen.

Odtwarzacz filmów

Więcej filmów